Blog / Nowości

Nowości przedstawione na targach w Warszawie [FILM]

Nowości przedstawione na targach w Warszawie [FILM]

Przedstawiam krótką migawkę z targów w Warszawie. Pojawiło się kilka nowości zapowiadanych na rok 2018. Mamy dwa nowe Keeway’e, dwa nowe GSX-y, Bajaj Pulsar oraz Zipp Raven X.

Zobacz najważniejsze motocyklowe nowości zaprezentowane na Warsaw Motorcycle Show 2018.

Udostępnij ten post

Założyciel strony motocykle125.pl. Z wykształcenia technik mechanik pojazdów samochodowych. Z pasji programista prowadzący własną działalność.

REKLAMA

97 komentarzy

  1. Niestety przez niedopatrzenie pominąłem Yamahę YS125, która także była obecna na targach.

    Odpowiedz
    • Pulsara rs200 też pominąłeś

      Odpowiedz
      • Bo to nie 125 😉
        Zresztą obawiam się, że Bajaj pod skrzydłami Pegaza będzie taką samą porażką jak Daelim, Keeway czy Hyo.

        Odpowiedz
  2. Oglądając filmy z tej imprezy zwłaszcza te, które pokazują tzw. „nowości” Rometa i Junaka – ALmot, ze smutkiem stwierdzam, ze ci importerzy, bo raczej trudno nazwać ich producentami, nie mają noc do zaoferowania. Niestety moje przewidywania, ze prędzej czy później chińscy komuniści wypną się na tych „producentów” sprawdzają się. Do łez rozbawiła mnie oferta Rometa związana z tym czymś co to ani walizką, ani motorowerem nie jest. Albo te mini motorki- czemu to ma służyć?
    Ciekawość, kiedy Romet zaoferuje nam wrotki o napędzie elektrycznym wyprodukowane oczywiście w Chinach.
    Może jednak czas powiedzieć tym „producentom” z Rometa i Almota, Panowie weźcie się wreszcie do roboty, albo spadajcie.

    Odpowiedz
    • @rawla, koleżanka żony jest na tyle niską osobą, że jedyne 125-ki jakie jest w stanie prowadzić to wszystkie maszynki pokroju MSX-a, TNT125, czy np. Romet Pony. Patrząc z tej perspektywy fajnie, że Romet poszerzył ofertę Pony o 125.
      Ciekawe czy Honda nie będzie miała uwag w temacie praw autorskich do Romet-a Mini Pony, który wygląda na 100% kopię Małpki.

      Odpowiedz
      • Zapewne jest tak jak mówisz. Zastanawiam się jednak nad tym, jak ona sie czuje jadąc tym czymś w zatłoczonym mieście przed TIR-em? Zapewne jest bardzo przytłoczona, myśląc; widzi mnie – czy nie widzi?

        Odpowiedz
      • A tak z ciekawości ile ma wzrostu ta koleżanka?! Żona ma 156 cm i z powodzeniem jeździ normalnymi wymiarowo motocyklami np. Suzuki Gladius bez żadnego obniżania etc. Myślę że trochę przesadzasz z tą możliwością tylko MSX-a i podobnych..

        Odpowiedz
        • Wiesz są kierowcy motocykli, którzy muszą mieć pewne podparcie pełną stopą (a nie palcami) na postoju oraz mieć pewność, że są w stanie poradzić sobie z motocyklem w przypadku przewrotki. Dopóki motocykl jedzie to można nawet Boss Hoss-em, ale jak zaczyna lecieć, to możliwość zapanowania nad wielkością i masą mają znaczenie.

          Odpowiedz
    • Heh, dlaczego od razu tak brutalnie? Pytanie czy 5 nowych model co roku to dobry kierunek. Zobacz, gdyby importerzy chcieli tak super podejść do tematu to każdy model musi mieć części zamienne, zaplecze serwisowe, może jakieś szkolenia dla dealerów, swój marketing itd. To są koszty. Moim zdaniem lepiej będzie jeżeli skupią się na mocnym supporcie istniejących modeli. 1 nowy model co rok, to już dużo, a Junak ma wprowadzić w tym roku coś nowego o pojemności 400. Poza tym, Almot też, skupił siły na Triumphie. Moim zdaniem to zrozumiałe że sytuacja tak wygląda. A Romet i jego motorynki? No też trochę śmiechłem, dlatego je w ogóle pominąłem.

      Odpowiedz
      • już dawno powtarzałem ludziom z każdej z tych firm że gdzie to zmierza ?? Po co wypuszczać/obiecywać co rok nowe modele. Nie kumam tego, nawet w kwestii nazewnictwa w którym nikt się nie orientuje zbyt dobrze, druga sprawa to części i ich późniejsze szukanie po magazynach… Problemy wynikające z handlu z chinami wygląda na to że właśnie dały nam sytuację jaką mamy. Romet wchodzi z bajaja bo hindusi mają zupełnie inne podejście do współpracy, co ważniejsze zależy im aktualnie na zaistnieniu w europie. Chińczycy mają większe rynki na które robią sprzęty, to co my dostajemy to minimalnym nakładem kosztu dopasowane pojazdy do UE. W Junaku zmianę podejścia widać min. od zeszłego roku, nie wypuszcza losowo wybranych motocykli z byle fabryki, chwała im za to. Romet ma inny budżet, widać że nadal eksperymentują, podobnie jak Zipp. Inna sprawa zerknijmy na fabryki z których przychodzą do nas motocykle, np. w skuterach, Almot, Romet, Zipp, wszyscy biorą już praktycznie tylko od Loncina. 2-3 lata wcześniej fabryk nie dało się zliczyć. Keeway był moim ulubieńcem od kiedy Romet wziął go pod swoje skrzydła, coś poszło nie tak we współpracy ( okazuje się że chyba nie ze strony Keewaya ) ale dalej działają, i pokazują nowości, przygotowane mają kolejne. Przyglądając się ich trendom, nowe modele ale oparte o te same, sprawdzone podzespoły. To źle ?? Przecież Japończycy czy Włosi robią tak samo od lat. Nowe nadwozia, dodają bajery, ale pozostawiają stosunkowo niską cenę i zauważalnie wyższą jakość. Można 🙂

        Odpowiedz
        • Czy to źle? Myślę, ze tak. Lepszą jest zasada umiesz liczyć? Licz na siebie bo jak widać liczenia na Chińczyków, cz y Koreańczyków ( Kiedyś Deawoo, teraz Hyosung) zawsze kończy sie tak samo. Czyli w d….

          Odpowiedz
          • A co jest nie tak z Hyo?
            Kiepskie wyniki sprzedaży Hyo na naszym rynku w ostatnich latach, to efekt strategii Rometa, w którego palecie Hyo był niszową marką, czego odzwierciedleniem była beznadziejna sieć serwisowa oraz nagonki różnej maści expertów na marki inne niż japońskie.

          • ale jak to licz na siebie ? w jakim sensie ? że niby nie patrzeć na chińczyków i robić samemu ? Już nie raz podliczane były koszty polskiego motocykla, po pierwsze przecież japońskie i tak zawsze lepsze, po drugie przy zakładanej cenie to nawet chińskie będzie lepsze 🙂

    • Mam nieodparte wrażenie, że obecna postawa naszych importerów bierze się poprostu z wyników sprzedaży. Boom na 125 chyba się skończył, kto miał kupić to kupił, nowych użytkowników, którzy są chętni na chińskie nowości widocznie nie ma za dużo. A przypomnijmy sobie, że przez ostatnie 2 lata Ci co kupili chińskie super sprzęty typu Junak narzekali na wiele niedoróbek, widocznie Almot mial już dość problemów z nimi a sprzedaż nie rekompensuje straconych nerwów i dlatego przerzucił się na Triumpha zostawiając markę Junak trochę na uboczu.

      Odpowiedz
      • Nie skończył się, co widać chociażby po statystykach tej strony. Tu nie mamy śmiesznych filmików, 90% contentu to opisy motocykli a statystyki się utrzymują na podobnym poziomie. Ludzie nadal szukają dla siebie motocykla. Powiedział bym więc że sytuacja się stabilizuje. To nie tak, że kto miał kupić to kupił. Co roku przybywa masa uprawnionych do prowadzenia motocykla. Ten rynek przestaje być niewiadomą. Już pewne rzeczy można liczyć z dużą dozą prawdopodobieństwa.

        Odpowiedz
        • Dawid weź pod uwagę, że wielu którzy kupili 125tkę przesiada się na większe pojemności odsprzedając posiadane moto jako „pozbawione chorób wieku dzięcęcego” na czym oczywiście importerzy nie zarabiają. Wielu też szuka czegoś i zniechęcona opiniami kupuję japońskie używki. Nie jestem jakimś wybitnym ekonomistą, ale podejrzewam, że gdyby wyniki sprzedaży były rewelacyjne to Almot nie odwracałby się od Junaka. A takie mam niestety nieodparte wrażenie, choć oczywiście mogę się mylić.

          Odpowiedz
      • Jeśli myślisz, że ludzie w Almocie dostają nerwicy, bo klient reklamuje usterki w Junaku, to jesteś niepoprawnym optymistą. Natomiast po zabawie z S200 i NK650 mają wiedzę, że sprzedaż 125+ chińskiej produkcji na polskim rynku jest z góry skazana na porażkę, wyjątkiem jest linia M11 i M16, dlatego podobno ma wejść M11Cafe 400.
        Triumph to jest inny klient i inny produkt, czy im sprzedaż będzie szła równie dobrze czas pokaże

        Odpowiedz
        • Tak się złożyło, że sam obecnie pracuję w handlu i wiem po sobie, że inaczej sprzedaje się produkt gdy klienci są zadowoleni z produktu i obsługi a inaczej jak Ci wszyscy później narzekają na jakość i obsmarowują dupę. Nie mówię , że Almot a raczej dyrektor/kierownictwo nie spało przez to po nocach ale wierzę albo przynajmniej chcę wierzyć, że jednak choć trochę głosami niezadowolenia się przejmowali.

          Odpowiedz
          • Po długim doświadczeniu w serwisie urządzeń, mogę tylko stwierdzić, że ilość głupot, które handlowcy wbijają klientom po to, aby ci klienci kupili produkt, czasem aż zatrważa. Potem wszyscy Ci „zadowoleni” klienci trafiają do serwisu i się zaczyna utyskiwanie na jakość, niezawodność, ceny przeglądów, etc. Myślisz, że zarząd się tym przejmuje? Nie! Handlowiec dostanie pochwałę i prowizję za sprzedaż. Serwis dostanie opiernicz, że nie umie sobie poradzić z trudnym klientem i załatwić tematu tak, aby klient był zadowolony.

        • Po tak długim czasie współpracy poznałem trochę charakter firmy Almot i mam o nich bardzo dobre zdanie. Faktem jest, że branie na siebie pomyji zmęczy nawet największego twardziela. Oni się tym przejmują, to wiem, ale z czego to wynika? Z braku umiejętności, nie potrafią tego rozwiązać? Nie, realia polskiego rynku są takie a nie inne że to w 90% cena ma decydujący wpływ. To zresztą potwierdza Langer z codziennych obserwacji. Wniosek jest taki że w Polsce mamy duże rozwarstwienie społeczne. Mamy klasę robotniczą co trzaska za 2 tys/miesiąc i oni kupują badziewie za 4 kafle, i mamy januszexów którzy się dorobili i oni kupują drogiego Triumpha. Wszystko po środku to nisza. Więc będę bronił filozofi Junaka, lepszy dobry support istniejących modeli, niż hura 5 modeli na rok.

          Odpowiedz
  3. Byłem, widziałem. Zipp Raven X zachwycający!

    Odpowiedz
  4. Zipp Raven X wygląda, ale i kosztuje. A przy cenie 12 tysięcy ilu chętnych na niego się znajdzie ? Raczej nie przewiduję długich kolejek, skoro nawet lepiej wyposażony ( chłodzenie cieczą, seryjne gmole itd) i też zachwycająco wyglądający Junak M11 za cenę zaledwie 10400 zł sprzedawał się ,,tak sobie”.
    Zresztą… już od dawna zauważam dziwną zależność: im więcej jest zachwytów nad jakimś modelem, tym mniejsze jest przełożenie tej popularności na jego sprzedaż. Wynika to chyba z tego, że zachwycamy się modelami ponadprzeciętnymi a tym samym drogimi , a kupujemy to, na co nas stać. Parafrazując: zachwycamy się modelkami i sexbombami, a żenimy z ,,normalnymi” dziewczynami.

    Odpowiedz
    • Wiesz chyba coś w tym jest. Tak samo jak z mondialem, piękna sztuka. Sprzedałeś choć jednego?

      Odpowiedz
    • Langer@, modelki i sexbomby ładnie wyglądają, ale są nie do życia. Są jak sportowa bryka, ładnie wygląda, ale do niczego się w sumie nie nadaje, ale za to głównie generuje koszty i stresy, bo ani tym coś/kogoś przewieźć, ani komfortowo dojechać.
      Kwestia zbytu drogich 125 mało znanych marek, wytłumaczenie jest proste -> Rynek wtórny.
      Mondial jest zachwycający, ale wydając na niego 15tys., przy odsprzedaży ciężko będzie wyciągnąć 8-10tys., M11 nie opchniesz za więcej niż 5-7tys., więc utrata wartości jest spora, a duża część 125-ek jest kupowana do testu, i część ląduje na olx po połowie sezonu, a czasem po 50km jazdy.
      Wielu zaoszczędziłoby sporo wypożyczając 125-kę na dzień, albo biorąc parę godzin w OSK, dla sprawdzenia „czy mnie to bawi”.

      Odpowiedz
  5. O Mondiala nikt nawet nie zapytał, nie zechciał obejrzeć itd.
    Mnie bardziej niepokoi fakt śladowej (w stosunku do wielkości zachwytów nad nimi) sprzedaży takich wspaniałych, a jednakowoż wyraźnie tańszych maszyn jak np. Blade, Tekken(y) czy nawet RS125.

    Odpowiedz
    • Czytam sobie te komentarze i tak pomyślałem żeby napisać tu zapytanie o Mondiala, a tu mnie wyręczyliście. Co do tego motocykla to nie widziałem szans już przy pierwszym jego pokazaniu przez Almot. Jak przy cenie 14,5 tyś zł sprzedać motocykl który zasadniczo zareklamowany był tylko raz na targach w Poznaniu.
      Raven X moim zdaniem musiał by utrzymać, lub mocno nawiązywać ceną do tej samej produkcji RCR-a, który to sprzedawał się bardzo dobrze przecież.

      Odpowiedz
    • I tutaj trafiłeś w sedno. Podnoszenie jakości i stylistyki ma sens jedynie do pewnej ceny, a pojemność 125 ccm jest tutaj głównym ograniczeniem, bez względu na markę. Kupienie wspomnianego przez Ciebie Bartona Blade ma sens, bo to koszt niewiele ponad 7 tys. a dostajesz bardzo dobrze wykończony motocykl, którym bez wstydu można dojechać do pracy, pojeździć po okolicy czy poprzeciskać się w korkach. Gdyby chcieć w tej cenie zrobić prawo jazdy i kupić większy motocykl, zostałoby na używkę i jej podreperowanie pewnie z 5-6 tys. Zakup motocykla w tej cenie to loteria. Co innego, gdy mamy do wydania 20 tys. Tutaj koszt prawka i zakupu większego motocykla się kalkuluje, więc zakup 125 ccm jest bardzo wątpliwy 😉

      Odpowiedz
      • W 7 tyś prawko + motocykl na kat. A ?? wykonalne ale nie polecam 🙂
        jest całkiem spora grupa ludzi która nie ma czasu i potrzeby robić prawka na kat. A, bo czas, bo wiek nie ten, bo nie jara większa pojemność, itp itd. Mniej więcej zamknijmy to w ramach grupy wiekowej 35+ która zaczyna przygodę z motocyklami, starsi panowie którzy jeżdzą na ryby lub po prostu kupują choppera 125 z masą chromu do polerowania by mieć co robić wieczorami.

        Odpowiedz
  6. Byłem, to się wypowiem. Romet nie szalał, Junak też. Nie ma tam wielu nowości, za to elektryczny samochodzik Rometa wywołuje u mnie politowanie. Przychodzi moment, że trzeba krzyknąć „stop” i budować markę, renomę danego modelu. Np. odświeżony Junak 121 ma kanapę, na której nie siada się jak na betonie. Raven X robi świetne wrażenie. Bajaj wszedł całkiem ostro, 125 ccm nie poraża ale ścigacz 200 ccm zrobił wrażenie nawet na znajomym, który nie toleruje silników pon. 1 litra. Była Benda a przede wszystkim wreszcie dane było mi ujrzeć Clevelanda Heista. W konfiguracji minimum 12 tysięcy. Full-wypas – 17 tysi. A to Chiny i 11 koni. Także życzę szczęścia, dużo szczęścia. Okazałe stoisko miało Rieju – ale z cenami to ich po… No na głowę upadli, także też życzę szczęścia z dość nieznaną marką. Za to Benelli coś kombinuje, wystawili turystyka 400 cm za ok. 12 tysięcy i aż nie jestem pewien, czy aby mi się coś nie poplątało.
    Podsumowując: rynek krzepnie, stabilizuje się, skończono z najgorszą tandetą (nie licząc pseudomotorynek, mają takie chwyty kierownicy, że nawet do roweru takiej tandety nie zaproponują, byłoby mi wstyd) ale… Ceny nieco poszły w górę, nadal mają po 11 km a używane kuszą.

    Odpowiedz
    • Ceny Heist-a są +/- stałe od około 2 lat, tylko mało na rynku wariatów, którzy na polskie drogi kupią sztywniaka/hardtail.
      Rieju ma ceny takie jak w całej Europie, zresztą jest to produkt hiszpański, więc ciężko aby miał ceny niższe.
      Pojemność 200cc w Indiach jest tak popularna, jak 125 w Europie, dlatego Pulsar ma taką pojemność.

      Odpowiedz
  7. Szkoda ze zabrakło Hondy ze swoja CB125R

    Odpowiedz
    • Honda cb125r jest za droga w stosunku do osiągów – kariery jej nie wróżę.
      18 tys zł/12KM – za mniejsze pieniądze można mieć markowe 15KM (Suzuki, KTM)

      Odpowiedz
  8. Pytasz Kamilu – jak to licz na siebie? Dokładnie tak jak, na to pytanie odpowiedziałeś! Pomimo wszystko o tym co piszesz. Pieniądze to nie wszystko.
    Zastanawiam się co musi się jeszcze wydarzyć, aby Twoje pokolenie zrozumiało, że się mylicie? Bardzo się mylicie.
    Mówicie na przykład, że Hyosung wycofał się z rynku Polskiego przez Rometa. Być może, tego nie wiem. Ale wiem, że gdyby Hyosungowi na prawdę zależało na Polskim rynku, znalazłby łatwo nowego przedstawiciela – jak np. Keeway, a nie obrażony zabrał zabawki i poszedł do innej piaskownicy. A co zrobicie obrońcy Chin, gdy i oni na Was się wypną? Tak bardzo wierzycie komunistom?.

    Odpowiedz
    • Nie bardzo rozumiem co Ty do mnie piszesz, Obrońcy chin ? Rozwiń ten wątek, i ten mojego pokolenia bo mnie zaintrygowałeś.

      Odpowiedz
  9. Każdemu producentowi zależy na rynku, na którym może zarobić. Nie na rynku jakimkolwiek, ale na dającym szansę graniczącą z pewnością, że jest to możliwe. Tylko tyle i aż tyle. I to nie jest sprawa tego czy innego przedstawiciela, decyduje wielkość / potencjał zakupowy tegoż rynku. Prawda trywialna, ale praw ekonomii się nie oszuka. Właśnie to pieniądze tylko i wyłącznie się liczą.
    A co do zasady : ,,licz na siebie” to temat wałkowany był już tyle razy, że już naprawdę szkoda to powtarzać. Proponuję każdemu niedoinformowanemu w temacie ,,polskiego motocykla” zajrzeć chociażby np. do felietonu Lecha Potyńskiego zamieszczonego w listopadowym ,,Świecie motocykli”.
    Streszczę ten felieton jednym zdaniem: dałoby się uruchomić w Polsce produkcję motocykla marki WSK , ale jego cena musiałaby wynosić 100 tys zł/szt a sprzedaż na poziomie (ekstrapoluję tu przykład Nortona) 1500 sztuk na rok.
    Jest tylu chętnych?
    A ileż to motocykli 125 w roku 2017 zarejestrowano w Polsce? Już podaję tylko 2 przykłady: marki Honda – 671 szt, Junaków 1261 sztuk.
    Dla porównania: w GB (r.2016) Lexmoto sprzedało 10170, Honda 9154, Yamaha 6760, Hyosung 676 szt. motocykli 125 ccm.
    Jeszcze dwie cyfry: Bajaj CODZIENNIE produkuje ok. 2 tys szt motocykli (wszelkich poj.), w Chinach motocykle są produkowane przez ponad 200 fabryk.

    Odpowiedz
  10. Odnosząc się do pierwszej części Twojej wypowiedzi, w zasadzie masz rację. Tylko, jeżeli jest tak jak mówisz, to dlaczego Trumph-owi produkującemu znaczne droższe motocykle kierowane do znacznie węższej grupy odbiorców – opłaca się być na Polskim rynku, a Hyosungowi, który produkuje motocykle znacząco tańsze i duuużo lepsze jakościowo niż te chińskie jeździełka już nie?
    odnosząc się do drugiej części Twojej wypowiedzi – to, że nie zgadam się ludźmi myslącym tak jak np Ty, czy Kamil nie upoważnia mnie do nawania Was ludźmi, niedoinformowamymi. Ja jedynie z Wami się nie zgadzam, mimo to szanuję. Dlaczego Ty nie szanujesz mnie?

    Odpowiedz
  11. Zajrzyj do wcześniejszego wpisu Dawida. Zrozumiesz, dlaczego Triumph ma szanse. Realia polskiego rynku i duże rozwarstwienie dochodów, ot co.
    Podawanie obiektywnych prawd i faktów to objaw nieszanowania interlokutora? Nie sądzę.

    Odpowiedz
    • Prawda obiektywna, a co to takiego? Tak, sposób w jaki się wypowiadasz odczuwam jako brak szacunku dla adwersarza i jego poglądów, a w szczególności dla mnie. I nie widzę sensu dalszej dyskusji, bo nie chcesz lub nie umiesz spojrzeć na temat inaczej niż przez „prawdę obiektywną.” Powrócimy do tematu jak przez Chińczyków obudzisz się w głębokiej dolinie, Oby jednak nie było dla ludzi wybierających tę „prawdę obiektywną” za późno, czego Tobie nie życzę, bo w przeciwieństwie do Ciebie ja , ludzi myślących inaczej niż ja – szanuję.

      Odpowiedz
  12. Szczerze powiedziawszy też mnie zastanawia, dlaczego takie marki koreańskie z potencjałem jak Hyosung czy Daelim nie znajdą sobie lepszych partnerów-importerów z rynku polskiego, tylko uparcie trzymają się grupy Arkus&Romet. Póki co, przy tak niewielkiej liczbie nabywanych egzemplarzy tych marek, słabo rozwiniętej reklamie i dystrybucji oraz dostępności części, wygląda to, jakby Romet wybrał sprytną metodę: zamiast konkurować, weźmy sobie te marki pod skrzydła i kontrolujmy sprzedaż.
    Ciekawe, jak im wyjdzie teraz z Bajajem? W każdym razie Koreańczycy powinni chyba rozważyć krok podobny do Keewaya i znaleźć sobie innego importera, bardziej poważnie podchodzącego do tematu.
    U Royala Enfielda zresztą nie lepiej. Dystrybucja fatalna, dostęp do części też. Za granicą dostępny ciekawy RE Himalayan Euro4 (konkurent ADV400) w dość przystępnej (niższej od klasyków typu Bullett) cenie, a w Polsce nie. Trudno uzyskać informację, dlaczego tak jest. Zarządzanie w każdym razie w tych firmach importerskich kuleje. W przypadku SYM było podobne (ex-importer już w upadłości/likwidacji).

    Odpowiedz
    • Myślę. że prawdziwą odpowiedź na pytania, które tu postawiłeś, znają tylko ludzie z Rometa czy Almota oraz ludzi powiązani, powiedzmy biznesowo z tymi finami jak np. Kamil, czy Lagenet. Daremnie by jednak oczekiwać od nich tej odpowiedzi bo, powiedzieć nie mogą. Jeżeli to zrobią to owi importerzy potraktują ich tak samo, jak potraktowali Beniamina, I ja tych Panów romumiem i nie mam im tego za złe. A pro po Indii, Bieniaminie, czy byleś przez Rometa zaproszony do Bajaja?

      Odpowiedz
      • Powiem tak, do dziś dnia nie otrzymaliśmy oficjalnych zdjęć z Eventu Testu w Arłamowie, nie możemy się doprosić zdjęć z naszymi twarzami. Więc o Indiach nie ma co mówić.
        Mam jednak ten luksus że nie żyję z publikowania artykułów czy filmów, a i Dawid pozwala mi na całkowitą niezależność.

        Odpowiedz
    • Pierwsza sprawa. Koreańczycy, chińczycy czy też Hindusi nie potrzebują specjalnie Polski czy nawet Europy by egzystować, dlatego spora odpowiedzialność spoczywa na importerach.
      Po co to chińczykom, sprzedać 50 tyś sztuk w Europie jak w Ameryce południowej w tym samym czasie zejdzie milion jednośladów, do tego brak Euro-głupków z normami euro… Tak więc to nie tak że ktoś się trzyma Arkusa czy innych, to Polacy starają się o producentów
      Bajaj z tego co widzę ma trochę inną politykę i póki co zależy im by w Europie zaistnieć, inwestując całkiem konkretną gotówkę na ten cel, a Romet nie jest pozostawiony sam sobie.
      Hyosung miał kiepski start, Częściowo wina importera, ale też i koreańczycy zmieniali głównego inwestora, przenosili fabryki i mieli co robić niż przejmować się rynkiem w Polsce.
      Royal, mały importer, to co osiągnął to i tak świetne. Szef pochodził z indii, Royale to był dodatek do sprzedaży Magnusa więc chińskich motocykli. Coś widocznie poszło nie tak, i musieli się zwinąć z rynku.
      Popieram to co pisze Langer, jesteśmy bardzo małym rynkiem, i dość specyficznym…
      Oczywiście to mój pogląd na sytuację. Rawla dealerzy nie są wtajemniczani w szczegóły współpracy importer-fabryka/producent, więc co tu kryć, a większość rzeczy można samemu wywnioskować

      Odpowiedz
      • Szanowny Kolego – powiedziałeś „Pierwsza sprawa. Koreańczycy, chińczycy czy też Hindusi nie potrzebują specjalnie Polski czy nawet Europy by egzystować,” – przecież o tym właśnie cały czas mówię,…

        Odpowiedz
      • Kamilu, co się będziemy oszukiwać, motocykle 125+ marek innych niż japońskie czy uznane europejskie, przegrywają na rynku z markowymi używkami, często z wątpliwą przeszłością.
        Romet ADV na naszym rynku wbrew pozorom nie konkuruje z Hondą CRF czy Kawą Versys 250, ale z używanym KLE650 czy DL650.
        Kochani testerzy po nie markowych większych pojemnościach jadą równo, czasem aż żal tego słuchać. Wszystkie periodyki czepiały się softtail-a w M16, jednocześnie zapominając, że w innych softtail-ach jest podobnie.
        Z drugiej strony jak określić podejście chłopców z Almot-u, skoro na targach wystawiają krzywo złożonego M16.
        Do Royal-a jak to mówią Anglicy trzeba dojrzeć, to jest motocykl z dużą masą wibracji, ciężką skrzynią i sprzęgłem, taki nowy oldtimer. Podobnie jest z Classic-iem i SR400.

        Odpowiedz
        • jas13, nie zgodzę się z Tobą że przegrywają. W moim przekonaniu gość który decyduje się na mniej uznanego „azjatę” to człowiek który jest świadomy tego co kupuje, nie potrzebuje litra by mieć frajdę, a chce po prostu nowej maszyny za rozsądne pieniądze.
          Niestety ale masę mam maili z tekstami typu, „czy jak kupię 125 i pojadę na zlot to nie będą się ze mnie śmiali”, i taka mentalność pozostaje w głowach, dlatego decyzja jest między Romet ADV250/400 a DL650.
          Co do jechania na motocykle. Poczytaj sobie o CFMoto NK650, i znajdź mi negatywną opinię, to samo ADV250 ( nie mówię tylko o polskich testach )
          Oczywiście zawsze trzeba brać poprawkę na cenę produktu, ona nie jest niższa tylko bo to chińczyk.
          Royal i Classic, dobre porównanie. Jeden z importerów powiedział mi, w kwestii chin,że u nich to się sprawdza, nie potrzebują czegoś lepszego, a robić to tylko dla europy nie opłaca się, chyba że ktoś za to zapłaci odpowiednio, jak bmw, grupa piaggio itp itd.
          M16 nadal uważam że jak na motocykl w tych pieniądzach to jest niezła maszyna, ale fakt daleko jej do doskonałości. W przypadku ADV250 widzę dużą różnicę w jakości, i przede wszystkim technologicznie jest lepiej.
          Jak by nie było to są nadal proste, łatwe w obsłudze motocykle, i na każdym kroku tańsze, nawet jeśli mają więcej awarii.
          rawla tutaj dochodzę do sedna spraw, tak jak szanuję Twoją opinię, to nazwanie mnie obrońcą chin nie jest na miejscu, a przynajmniej z tego co zrozumiałem z Twojej wypowiedzi. Bronię tego co robią, bo ma to sens i robią to coraz lepiej ( i chińczycy, i my bo wiemy już jak z nimi handlować ), ale nie bronię idei produkcji tam wszystkiego co popadnie, bo to wielki kopniak w dupsko naszej gospodarki, ale z tym szybko nic się nie zmieni.

          Odpowiedz
          • Kamilu, miałem nadzieje, że takiej epistoły nie wrzucisz, ponieważ zasadniczo z wymiany komentarzy mamy obaj raczej podobne podejście do tematu. NK, ADV i GT650 są fajne, ale do serwisu w HorseTown mam w jedną stronę 40km z hakiem, więc raczej sobie odpuszczam temat tych konstrukcji.
            A wywołany do tablicy zadam tylko jedno pytanko: ile czasu wisi ogłoszenie ADV-ki?

          • Obrońcami Chin, nazywam ludzi, którzy tłumaczą lekceważące podejścia Azjatów do naszego, Polskiego rynku. A po twoim poście zrozumiałem- kurze fakt Kam,i tez uczestniczy w sprzedaży chińszczyzny…
            Sama obron Chin, nie jest niczym złym, ale zrzucanie całej odpowiedzialności za obecną sytuację polskich importerów – już zmusza do krytycznego spojrzenia na takie wypowiedzi. Zawłaszcza, że chwile później sami Panowie potwierdzacie to, co chwilę wcześniej, powiedziałem ja. Doprawdy nie rozumiem tego, zwłaszcza że nikt bardziej niż tacy ludzie jak np. Ty Kamilu macie możliwość. Powiedzenia naszym importerom, aby w naszym czyli koletów interesie bardziej od azjatów. wymagali. A tego niestety nie robicie. Beniamin próbował,a odnoszę wrażenie, że pozostał sam.

    • @Evi,
      Aktualnie przedstawicielem na Polskę SYM-a jest Intercars.
      Z Royal-em problem wyglądał tak, że obowiązki gwaranta importer przerzucał na salon/serwis, aby samemu nie ponosić kosztów (info z forum Royala), więc dealerzy jako małe firmy nie byli w stanie dźwignąć obciążenia.

      Odpowiedz
  13. Przyczyna zawsze jest ta sama: nikły potencjał polskiego rynku i śladowe marże przy dużych obciążeniach finansowych (fiskalnych i wielu innych) nakładanych na importerów i dilerów.
    Za dużym popytem idzie zwiększająca się podaż. Gdy dochodowego popytu nie ma- podaż zanika.
    Nie da się w nieskończoność dopłacać ( z kieszeni właściciela, oczywiście) do takich prywatnych fanaberii jak np. import, sprzedaż i serwis motocykli.

    To tylko przedsiębiorstwa państwowe mogą liczyć na nieustanne i nieograniczone dofinansowania z budżetu.

    Nie trzeba tu szukać jakichkolwiek teorii spiskowych czy tajnych układów. Czarne jest czarne, a białe jest białe.
    Tak trudno to zrozumieć?

    Odpowiedz
    • Tu nie chodzi o teorie spisku, choć takie też się pojawiają. Oczywiście, to jest prawda, co piszesz o popycie, podaży, marży itp. itd., problem należy oceniać jednak całościowo. Jest jeszcze druga strona medalu, którą jest polityka danego importera i podejście do klientów i dealerów. Jeśli komuś na sprzedaży czegoś nie zależy, to trudno spodziewać się fajerwerków, nawet jeżeli zapotrzebowanie rynkowe jest. Casus Keewaya jest tu dobrym przykładem.
      Widziałem mnóstwo przypadków, gdzie przez nieudolne zarządzanie oraz fatalną politykę dystrybucyjną etc. przedsiębiorstwa szły na dno, sprzedaż spadała itd. Niekompetentne kierownictwo tłumaczyło się wówczas sytuacją na rynku itp., natomiast swoich błędów i ignorancji dostrzec nie chcieli.
      Moim zdaniem, jeżeli tym koreańskim markom zależałoby na lepszej sprzedaży w naszym kraju, powinni jednak rozważyć zmianę importera – tak jak Keeway zerwać z Arkus&Romet i poszukać kogoś poważniejszego, nastawionego na rozwój i ekspansję marki na danym rynku, a nie kogoś, kto będzie traktował ich markę jak piąte koło u wozu. Jeżeli jednak im nie zależy, no to faktycznie nie ma tematu.

      Odpowiedz
  14. Evi, właśnie ostatnie zdanie Twojej wypowiedzi wskazuje na istotę problemu. Jak już wcześniej i ja, i inni dyskutanci stwierdzali, nasz rynek jest za mały, by zainteresować nim jakiegokolwiek producenta. Tak naprawdę dalekowschodnim gigantom ,,wisi” taki mikrus jak Polska, bo ich ,,godzinna” produkcja, jaką jest w stanie wchłonąć nasz rynek corocznie to tylko problemy, a nie zysk. Ale jesteśmy skazani na ich łaskę i niełaskę, bo nie chcemy płacić 100 tys za nasz motocykl, raczej wolimy takie za 5 – 6 tysiaków.

    Odpowiedz
    • Jedyna szansa na trochę Polską WSK-e, to zakup felg, silnika i osprzętu (kierownica, amortyzatory, przełączniki ) w Chinach. Lampy można z Wesema wziąć.
      Gdyby to był skuter 125 to dałoby radę mniejszym kosztem produkcję wprowadzić (pewnie motocykl też, ale tutaj nie mam doświadczenia żadnego).
      Firma w której pracuję na co dzień miała kontakt z firma która chciała produkować skutery elektryczne, i wiem że obudowa produkowana w naszej firmie mogłaby być całkiem przystępna.
      Sama rama też była w Polsce zaprojektowana i również wiem kto ma certyfikaty do spawania ram pojazdowych.
      Serie po 100-200 sztuk rocznie byłyby do zrealizowania w dobrej cenie (poniżej 10tyś.PLN). Najdroższe byłoby produkowanie własnego silnika oraz homologacja.
      Zawsze można by też było oferować tańszy model z Chińskim silnikiem i droższy np. z Yamahy.

      Tylko że takiego rozwiązania nikt nie chce, bo MY Polacy, chcielibyśmy w dobie globalizacji mieć wszystko własne, i tylko w Polsce produkowane. UTOPIA.

      Odpowiedz
      • Akurat tworzenie i produkcja silnika jest totalnie bez sensu, lepiej wziąć gotową jednostkę jak robi większość małych wytwórców, jak np. Rieju czy AJP.

        Odpowiedz
      • Uważam że przy tym mikroskopijnym rynku zalanym tanimi produktami nie ma sensu inwestować w kolejny wyrób bazujący na importowanych częściach – raczej nie będzie tańszy ani lepszy od tego co już jest…
        Ale zaintrygowałeś mnie tą wzmianką o elektrycznych skuterach. Jak się to skończyło? Dlaczego nie ma tych skuterów?
        Przyznam się że już kilka lat temu chodziła mi po głowie idea zbudowania takiego elektrycznego jednośladu. Miałem nawet dość skonkretyzowane plany dot. jego budowy. Niestety całość się mi rozmyła ale nadal mam to w tyle głowy.

        Odpowiedz
        • Niestety objęty jestem tajemnicą służbową. Miałem obiecane że jako pierwszy będę mógł wrzucić fotki conceptu i opis. Jednak w moim odczuciu ten skuter nigdy nie powstanie. Więcej powiedzieć nie mogę.

          Odpowiedz
      • Kiedyś na kanale Discovery widziałem reportaż o firmie serwisującej wózki widłowe, która wpadła na pomysł przeróbki Renault Dauphine na napęd elektryczny. Właściciel firmy mówił, ze przeróbka na napęd elektryczny to drugie życie dla klasyka, a przy łatwej dostępności gotowych zespołów napędowych, nie ma sensu wyważać otwartych drzwi i wymyślać wlasnych silników.

        Odpowiedz
  15. Dziękuję Beniaminie za ten głos. Uważam, że problem leży przede wszystkim w pokusie łatwego zysku. Prościej i łatwiej jest zaimportować chińszczyznę i nalepić na niej swój znaczek, bo i zysk szybszy, niże usiądź na dupie i zrobić coś swojego. Lepiej stękać, że się nie da bo…. niż przyznać że ni potrafię, lub jestem leniwy i nie che mi się. Problem w tym, że pokusa łatwego zysku, prędzej czy później kończ się gorzką porażką. Osobiście najbardziej dziwi mnie postawa Rometa Firma ma tradycje, ma bazę (no chyba, że już jej się pozbyła), żyją jeszcze inżynierowie, którzy konstruowali i budowali od chociażby Charta. No i są młode kadry inżynierskie. Dlaczego nie korzystają? To proste , zaimportować z Chin jest taniej i nie trzeba zatrudniać inżynierów, którym trzeba zapłacić…. Lepiej jest otoczyć się grupą sprzedawców, których można łatwo uzależnić od siebie, a tych którzy myślą inaczej nazwać niedoinformowani.
    Pokusa łatwego zysku – ma to jednak krótkie nóżki. Baaardzo krótkie.

    Odpowiedz
    • Jeszcze lepiej jest siąść na dupie i na wszystko narzekać i oczekiwać, że ktoś za mnie coś zrobi. Skoro masz tak wspaniałe pomysły na biznes dlaczego do cholery sam się go nie podejmiesz tylko oczekujesz od innych że się tego podejmą? Dziwisz się, że firmy są nastawione na zysk? A na co do cholery mają byc nastawione? Na sławę ? Powiedz to pracownikom, którzy mieliby pracować w takiej firmie, „sorry narazie kasy nie dostaniecie bo nie robimy tego dla zysku ale dla chwały polskiej motoryzacji” Ty słuchasz albo czytasz czasami siebie?

      Odpowiedz
    • rawla, człowieku, Ty chyba jeszcze żyjesz czasami komuny, Weź się ogarnij, bo wypisujesz takie głupoty, że szok!!! Były już próby wskrzeszenia”polskiego” motocykla podejmowane przez zapaleńców, Chociażby projekt „Maraton” z silnikiem Suzuki miał nawet wsparcie FSO, czy jakaś tam WFM na bazie Mińska. W obecnych realiach, bezsens totalny. W sumie, to cieszmy się, że jeszcze ktoś sprowadza do nas te chinole, bo nadal byśmy remontowali śmierdzące dwusuwy po ojcach i dziadkach.

      Odpowiedz
      • Mariusz, e46. Ja Wam Panowie nie mam nic do powiedzenia. Ja Wam Panowie życzę szczęścia, bo przy takim podejściu będzie ono Wam potrzebne.

        Odpowiedz
        • Za życzenia szczęścia oczywiście dziękuję, zawsze się przyda. Że nie masz nic do powiedzenia to mnie nie dziwi bo jak czytam Twoje wypowiedzi to przypominają mi trochę wypowiedzi frustrata z bardzo rozszczeniowym podejściem do świata i otoczenia. Mimo wszystko szczęścia życzę z takim podejściem.

          Odpowiedz
      • WFM na bazie Mińska pomysł był dobry, tylko za słaby kapitał i specyfika polskiego rynku, na którym 150cc i 175cc nie ma szans.

        Odpowiedz
    • rawla mylisz firmy! Aktualny Arkus & Romet Group z Dębicy nie ma nic wspólnego z zakładami z Bydgoszczy. Firma Arkus kupiła od ZZR Romet jedną fabrykę na Podkarpaciu oraz potem prawa do marki Romet.

      Odpowiedz
      • Nie jas13, nie mylę, wiem o tym. Użyłem jedyni skrótu myślowego, pisząc Romet. Jak sam napisałeś kupili nazwę i przyklejają znaczek. Resztę po prost zaprzepaścili. Cóż pokusa łatwego zysku..Z takim podejściem i myśleniem z jaki można zapoznać się powyżej czeka nas krótki sen, a potem bolesne przebudzenie. Zresztą objawy tego już dostrzegam, ot chociażby w sposobie traktowania klienta przez tzw. Rometa i jego ofercie.

        Odpowiedz
        • Kolego rawla, jak już kilkakrotnie miałeś to proponowane – popróbuj tego miodu, jaki wypominasz importerom motocykli.
          Kup prawa do jakiejś polskiej marki albo zaproponuj swoja własną markę, wybuduj w Polsce fabrykę, zatrudnij wykwalifikowanych pracowników i zacznij produkować ,,swoje” motocykle. Kup licencję lub zaprojektuj Polski motocykl, załatw homologację, zbuduj sieć dilerską i serwisową. Jak już wyprodukujesz odpowiednio dużo motocykli – zainwestuj jeszcze w reklamę swojego produktu, zatowaruj dilerów i … patrz otrzyma wyobraźni, jak sterta sztabek Twojego złota piętrzy się ku niebu.
          Możesz też, napędzany nie tylko patriotyzmem, ale i mając trochę rozsądku i realne spojrzenie na potencjał tego rynku zamówić w jednej wielu wyspecjalizowanych w produkcji motocykli fabryce pojazd zgodny z Twoimi oczekiwaniami i ze znaczkiem marki, jakiej jesteś właścicielem.
          No, to do dzieła, wszyscy będziemy Ci życzliwie kibicować, może nawet ktoś coś dobrze napisze o Twoim motocyklu, jeśli takowy przekażesz do testu.
          Ale dopóki sam nie zaproponujesz swojego motocykla (czyżby Cię nie było stać na uruchomienie jego produkcji ?!? och, jakże mi przykro…), ale od innych wymagasz Bóg wie czego, nie oczekuj że wszyscy będą się zgadzać z Twoimi opiniami.
          Zdecydowana większość ,,użytkowników” tej strony , o ile nie wszyscy (oczywiście poza Tobą) zgadzają się z opiniami o Tobie, wyrażonymi przez Mariusza czy e46. Jakoś z Twoimi frustracjami nikt się nie identyfikuje. Przypadek?

          Odpowiedz
      • Arkus nie kupił żadnej fabryki tylko prawa do używania loga i marki !
        Dawne zakłady w Bydgoszczy padły jak cały przemysł Polski z początkiem lat 90-tych w ramach zaplanowanego przez Sorosa-Sachsa planu neokolonizacji (dla niepoznaki wdrożonego jako „plan Balcerowicza”). Tej „szokowe terapii” i wprowadzonej bez żadnego okresu przejściowego czy elementarnych ceł ochronnych nie mógł przeżyć państwowy przemysł, który wcześniej przez całą dekadę cierpiał na niedoinwestowanie i przerosty kadrowe przy całkowitym braku możliwości kompetentnego zarządzania (centralne sterowanie)… Stąd zakłady państwowe zakłady przy braku jakiegokolwiek zainteresowania ze strony sfer rządzących zostały skazane na upadłość lub za grosze wyprzedane. Tym nielicznym które przetrwały założono kajdany w postaci Narodowych Funduszy Inwestycyjnych, po których już ostatecznie upadły lub zostały poddane klasycznemu „wrogiemu przejęciu” przez zachodnie koncerny. Z kraju będącego 10 potęgą światową w produkcji przemysłowej staliśmy się prowincjonalnym kraikiem drenowanym przez obce koncerny. Obecnie jakakolwiek próba odzyskania śladowej choćby niezależności polityczno-gospodarczej jest natychmiast torpedowana…

        Odpowiedz
        • Większość zakładów upadła gdyż najzwyczajniej w świecie produkowała chłam który nie oparł się konkurencji na wolnym rynku, tak ciężko to zrozumieć?

          Odpowiedz
          • Nieprawda – wiele produktów było dobrej jakości a zakłady miały nowoczesny park maszynowy i potencjał. Natomiast zabito je niewłaściwie prowadzoną polityką gospodarczą, a w zasadzie jej brakiem i podejściem że wszystko załatwi „niewidzialna ręka rynku” – no i „załatwiła” na „cacy”…

          • Podaj przykłady takich produktów które spokojnie mogły konkurować na rynku.

          • bsw, fabryka w Jastrowiu to część dawnych ZZR kupiona przez Arkusa
            Mariusz, to nie to, że produkowano chłam, tylko nie było środków na nowe projekty. W zakładach był przerost załogi w stosunku do efektywności produkcji, brak prawdziwych działów handlowych i roszczeniowe zw. zawodowe. Opel chciał przejąć FSO, ale wywalić ok. 50% załogi, co spotkało opór związków, jedynie Daewoo dało gwarancję utrzymania 100% załogi.

          • Nadal mam rower PREDOM-ROMET Jubilat 2 z 1981 roku który okazjonalnie użytkuję (okresowo nawet intensywnie) który sprawuje się bez zarzutu. Przyznaję produkowali też chłam np. Ogar 205 którego miałem nieprzyjemność użytkować. Ale Chart czy Mińsk – to były obiecujące konstrukcje. Z tym że należało je rozwijać – np. dołożyć tarczowy hamulec czy zapłon elektroniczny…
            Cały problem to brak okresu przejściowego kiedy zakłady miałyby szansę się przestawić na gospodarkę rynkową. Bo trzeba było zaprowadzić cła ochronne i nowoczesne zarządzanie z fabrykach. Oczywiście zwolnić nadmiarowych pracowników i udoskonalać produkty. A tak nastąpiła utrata bazy i potencjału produkcyjnego (w tym również zakładów wysokich technologii – elektronika, komputery), i co najbardziej dotkliwe wszelkiego zaplecza badawczo-rozwojowego. Za PRL konstruktorzy nie mogli rozwinąć skrzydeł, a po 1989 skrzydła im brutalnie obcięto.

          • jas13 tak się składa, że też pamiętam tamte czasy przemian i prawda jest taka, że nagle zachłysnęliśmy się towarami z zachodu i Chin, które zalały nasz biedny, pozbawiony towarów rynek. Nikt nagle nie chciał kupować sprzętu Kasprzaka, Diory tylko wszyscy zamarzyli o Technicsach, Pioneerach itp. Nikt nie chciał nowego FSO tylko każdy marzył o starym Oplu Kadecie czy Golfie 2. Nikt nie chciał telewizora Unitry tylko marzył o Sony, Sanyo itp. I tak było w większości dziedzin. To my sami spowodowaliśmy w większości upadek polskich przedsiębiorstw bo z dnia na dzień przestaliśmy kupowac ich produkty. Przypomnij sobie z jaką radością człowiek kupował zachodnie produkty codziennego użytku jak chemia czy żywność, To dopiero od kilku lat znowu robi się moda na nasze produkty spożywcze. Takich przykładów można wymieniać wiele tylko po co. A trzymanie na siłę polskich fabryk i produktów kończyło się jak z niesławnymi Tarpanami czy Lublinami. Na siłę kupowano je dla wojska a my później użytkując te gówna klnęliśmy ile wlezie.

          • To prawda – ale podstawowy problem w tym że towary te zachodnie były dostępne po zaniżonych, dumpingowych cenach (brak ceł ochronnych). Natomiast rodzime produkty były nadal obarczone wadami poprzedniego systemu (droga, nieefektywna produkcja = wysokie ceny, nienowoczesne produkty). Chociaż w 1990 roku kupiłem wieżę Diora – z której amplitunera używam do dziś, a moi rodzice kupili w 1998 roku nowiutkiego poloneza, który ich nadal bezproblemowo wozi…
            Uważam że ta cała transformacja – społecznie bardzo oczekiwana – odbyła się za jednak za szybko i jej koszty społeczne były zbyt wysokie (bezrobocie i spadek siły nabywczej jeszcze bardziej pogrążał rodzime firmy)…

          • @jas13 Jastrowie to nie Podkarpacie i nigdy nie produkowano tam motorowerów czy motocykli. (Na Podkarpaciu produkowano tylko silniki w Nowej Dębie – ale to inna historia…)
            Ale paradoksalnie to właśnie m.in. pochodzący z podkarpacia Arkus doprowadził do bankructwa bydgoski Romet sprowadzając do Polski tanie chińskie rowery. A teraz dość skutecznie „podszywa się” pod markę tamtego producenta – na co nabrał się @rawla
            Podobnie zresztą postąpił Almot wykorzystując logo „Junak”. Z innej branży – można kupić chińskie radio z logiem „Diora” czy chińskie słuchawki „Unitra”… To wszystko dość kontrowersyjna działalność.

          • Zgadzam się z Wami, że popełniono masę błędów podczas transformacji okupionych wieloma ludzkimi tragediami gdy ludzie z dnia na dzień tracili pracę. To był na ogół dziki czas, największe mafie i imperia finansowe powstały właśnie wtedy. Ale dziś przynajmniej jesteśmy gdzie jesteśmy, przypominam, że jeszcze całkiem niedawno Ukraina była bogatsza od Polski. Dziś to oni przyjeżdzają do nas do pracy a nie odwrotnie. To właśnie Ukraina jest najlepszym przykładem zaniechania reform. Jeszcze 20 lat temu gdyby mi ktoś powiedział, że będzie mnie stać wybudować dom a na podwórku będą stać dwa auta to bym go wyśmiał i kazał się leczyć. Dziś jest to faktem i człowiek traktuje to jako coś normalnego podobnie jak i wczasy za granicą.Uważam, że nasz kraj w bardzo krótkim czasie naprawdę dokonał wielkiego skoku naprzód jeśli chodzi o zamożność obywateli. Nie doceniamy i nie zauważamy tego gdyż te zmiany odbywały się powoli na naszych oczach. Dla mnie pamiętam szokiem było gdy służbowo miałem okazje kilka razy wyjechać do Kosowa. Uwierzcie, że za każdym razem po powrocie mówiłem do siebie „kurcze te drogi u nas naprawdę nie są już takie złe, a i kraj nie jest już taki brudny jak kiedyś”. Doceńmy Panowie i Panie to co mamy bo za naszego krótkiego życia Polska poszła do przodu jak nigdy dotąd. Tym optymistycznym akcentem życzę kolegom by wiosna przysżła jak najszybciej, byśmy zamiast siedzieć na forach i pieprzyć głupoty – nawijali kilometry. A propos, w niedzielę ma być 15 stopni 🙂

          • @bsw, ups masz rację co do lokalizacji
            natomiast nigdzie nie napisałem, że tam produkowali motocykle, a jedynie, że zakład był częścią ZZR Romet.
            Mam 2 Waganty, 1 końcówka lat 70-tych, 2 końcówka 80-tych, duża różnica w jakości osprzętu i do tego damkę Uniwersal.

          • @Mariusz Ja nie neguję potrzeby reform tylko sposób w jaki ją przeprowadzono. Obiecywano 2-3 letni okres szybkich zmian – i owszem były szybkie zmiany na gorsze. Musiało minąć 10 lat zanim się zaczęło poprawiać. Lata 90-te to systematyczne niszczenie potencjału oraz masowa wyprzedaż majątku narodowego. Uważam że można było ten czas lepiej wykorzystać i nie negować wszystkiego jak leci – PRL-owskie i państwowe to na pewno złe.
            Wiele nowoczesnych fabryk zbudowanych i wyposażonych za dewizy w latach 70-tych zostało w latach 90-tych wyprzedane za grosze zachodnim inwestorom. Wyprzedano też brandy które mogły spokojnie zdobywać rynki eksportowe…
            @jas13 W latach 80-tych przemysł polski systematycznie podupadał co było spowodowane przeinwestowaniem w latach 70-tych (wtedy chciano na siłę dogonić zachód…) i związanym z tym kryzysem. Do tego doszły sankcje (po stanie wojennym) odcięcie od możliwości zbytu produktów (uniemożliwienie spłaty kredytów) oraz serwisu zachodnich maszyn – i wszystko padało. Aż nastąpiły czasy reform
            kiedy zakompleksieni słuchaliśmy wyłącznie zachodnich doradców, a
            im chodziło wyłącznie o zniszczenie potencjalnej konkurencji oraz klasyczne wrogie przejęcie tego co pozostanie…

        • Niestety, największym wrogiem polskiego przemysłu, polskiej myśli technicznej, polskiej niezależności są polacy.

          Odpowiedz
          • A kto konkretnie ?

          • Wygląda na to, że rawla chciał Polakom sprzedawać polskie motocykle, wyprodukowane w Jego krajowej fabryce, wstawione do Jego salonów i serwisów. Pech chciał , że Barton, Almot, Romet czy Zipp sprowadziły do Polski ,,chińszczyznę” , a głupi Polak ( to jest właśnie ten wróg ,,polskiego przemysłu, polskiej myśli technicznej, polskiej niezależności ”) kupuje teraz dalekowschodniego np. Junaka zamiast polskiej maszyny marki ,,rawla”.

        • @bsw

          To wszystko prawda co piszesz. Niemieckie i żydowskie gadzinówki dla Polaków i „ałtorytety” ekonomiczne typu Balcerowicz, Bielecki, Lewandowski wmawiali społeczeństwu że cały polski przemysł to szajs i trzeba go zlikwidować bo „najważniejsze” są usługi. Kraje zachodnie takie jak Niemcy, Francja, Anglia stręczyły liberalizm bantustanom z Europy środkowo-wschodniej, a u siebie robili coś przeciwnego, wspierając rodzime firmy jak tylko mogli.

          W 89r. chiński przemysł jeszcze gorszy był od polskiego, ateraz to Chińczycy produkują na cały świat, za to po polskim przemyśle nie ma ani śladu.
          Na Białorusi tamtejsze fabryki traktorów ustępowały pod względem nowoczesności polskiemu Ursusowi. Teraz taka Białoruś, kraj bez żadnych bogactw naturalnych i bez dostępu do morza, eksportuje swoje wyroby na niemal wszystkie kontynenty, nawet do USA. Podobno co dziesiąty traktor wyprodukowany na świecie pochodzi z białoruskich fabryk. To samo jest z ogromnymi ciężarówkami do kamieniołomów i kopalni odkrywkowych, gdzie Białorusini są największymi producentami tych ‚wozideł’ na świecie po amerykanach.

          Odpowiedz
          • Korea, Tajwan, Chiny czy Indie – startowali niemal od zera – dziś są przemysłowymi potęgami. Polska była prawdziwą potęgą w produkcji motocykli w latach 60-tych. Właśnie w 1962 roku Hindusi kupili licencję na produkcję motocykla SHL M11 – który jako Rajdoot był produkowany jeszcze do niedawna (bodajże do 2004 roku).
            A teraz Romet zorganizował wyjazd dla „pokornych” dziennikarzy do fabryki w Indiach aby zobaczyli jak się produkuje motocykle…
            Ot – chichot historii…

  16. Wygląda na to, że Langer-Tychy nie rozumie o czym do niego mówię. Trudno jakoś to przeżyję.
    Polak kupuje tę chińszczyznę, bo nie ma żadnego innego wyboru. Ale kupuje tego coraz mniej bo Chińczycy za ten sprzęt chcą coraz więcej, a tym samym coraz mniej tego sprzętu będzie w Polsce. Już wiem że tzw Romet i jemu podobni prędzej czy później zwiną walizki. Ciekawe co wtedy zrobi Kolega Lagner i jemu podobni? Zdaje się, że już spzredaż Wan spada, prawda?

    Odpowiedz
    • @rawla,
      1. wiele razy na tym serwisie powtarzano, że w Chinach możesz kupić motocykle 125 i za 100$, i za 500$, który z nich dotrze do Polski to tylko kwestia zamówienia. Więc to nie tak, że Chińczycy nagle drastycznie podnieśli ceny, tylko zaczęto importować porządniejszy, a co za tym idzie droższy sprzęt.
      2. Romet walizek nie zwinie, może raczej zmienić asortyment.
      3. Podejrzewam, że kolega Langer (i jego koledzy po fachu) spokojnie dociągnie do emerytury, bo każdy sprzęt wymaga serwisu, jak nie chiński, to japoński, czy niemiecki, a obrotny części znajdzie zawsze.
      4 Oj, coś widzę, że Beniamin zaraz uruchomi globalny odkurzacz 😉

      Odpowiedz
  17. Zarówno ja, jak i Polska, ba – glob cały czekamy na rewelacyjne produkty marki ,,rawla”, jakościowo znacznie lepsze od japońskich, ale za cenę czapki gruszek. Popyt i zbyt gwarantowany w miliardach egzemplarzy. Wreszcie Polak ( i każdy ziemianin, a później może też marsjanin) będzie miał wybór.
    Ależ dilerom obroty podskoczą, biznesy uratowane ! Do tej pory zaledwie co osiemsetny statystyczny Polak kupował nowy jednoślad, od teraz na każdego obywatela tego kraju przypadnie po trzy jednoślady. A co, wrotki są przecież droższe niż ta czapka pełna owoców.
    Ulice w Polsce będą ,,zmotocyklowane” tak jak w Wietnamie czy w Indiach.
    Nareszcie Polska wstanie z kolan i nawet Trzeci Świat to zauważy. Wkrótce Chińczycy i Hindusi pozamykają wszystkie swoje fabryki i od teraz świat cały będzie jeździć wyłącznie polskimi motocyklami, skuterami i motorowerami.
    rawla! rawla! rawla!.
    Zamawiam sto tysięcy motocykli marki rawla, po 9,99 brutto zł/szt, po 5 tys sztuk każdego modelu, dostawa gratis jutro, płacę przelewem za pół roku, z opcją bezkosztowego i darmowego przedłużenia płatności o dwa lata . Deal?

    Odpowiedz
    • Lagner szanowny Kolego, spokojnie! Zdaję sobie sprawę, ze spadek sprzedaży może wpływać frustrująco, ale żeby aż tak?

      Odpowiedz
  18. Co zabawne, uważam, że wszyscy macie rację co do transformacji gospodarczej. A z rawlą dajcie sobie spokój, jeśli ktoś uważa, że będziemy produkować motocykle na nasz rynek, to znaczy, że ma delikatnie mówiąc bardzo różowe okulary. No chyba, że wypuszczałby te motorki warte 5000 zł za 30000 zł… A nie, przecież wtedy nikt by ich nie kupił.

    Odpowiedz
  19. Sprzedaję co roku sztuk więcej niż 10 lat temu, ale wtedy w moim 100-tysięcznym mieście było 7 salonów. Pozostałem niemal sam (jest jeszcze tylko Honda/Suzuki) . Nie mam powodów do frustracji. Strzał kulą w płot.
    Ale prawdą jest, że sprzedaż jednośladów w Polsce spada z roku na rok.
    rok 2012 – 67754
    2013 – 56145
    2014 – 50564
    2015 – 54297
    2016 – 49734
    2017 – 44669 sztuk wszelkich motorowerów i motocykli zarejestrowano po raz pierwszy w Polsce.
    W porównaniu z liczbą samochodów rejestrowanych u nas po raz pierwszy (2016 – 475934, 2017 – 547342 nowych samochodów osobowych i dostawczych do 3,5 t) rynek jednośladów jest skromny i malejący.

    Odpowiedz
    • Rynek samochodów też jest skromy. W takim kraju jak Polska (i przy tej liczbie ludności), sprzedaż nowych samochodów powinna być na poziomie ponad 1.5 miliona sztuk. A jest trzy razy mniej. Nowe samochody kupują w większości firmy, a nie osoby prywatne. To pokazuje jaki jest dziadowski polski rynek.

      Odpowiedz
  20. Niech ktoś w końcu sprowadzi tego B-bone 125 , piękny jest ten brzydal 🙂

    Odpowiedz
    • Nikt B-bona nie wprowadzi na rynek, bo nie ma na takie wynalazki odpowiednio dużej liczby klientów. Kilka lat temu w prototypowni Junaka widziałem podobną propozycję, ale (chyba) jakieś badanie rynku dało szansę na zbyt w ilości ( jak się tylko mogę domyślać) około ZERO sztuk na tysiąc lat.

      Odpowiedz
  21. Czy wiadomo kiedy pojawi się Hyosung GV 125 Sprider ?

    Odpowiedz
  22. Piękne maszyny..Niestety pewnie nie zobaczymy ich na drogach.. Polska mimo propagandowego boomu i mega rozwoju nadal znajduje sie w najbiedniejszym ogonie Europy razem z Rumunami i Bułgarami.. A polska młodzież zamiast zarobić w wakacje inwestuje grosiki w 20 letnie Aeroxy malując je fluo farbą i „tuningując” w wiejskich garażach jeżdżąc na oponach ze śmietnika.. Tak.. Ktoś kto kupuje podniszczoną oponę niewiadomego pochodzenia, chyba mało ma wspólnego z nowoczesnym Europejczykiem..

    Odpowiedz
    • Jakby „rząd” PiSowski nie sprowadzał do Polski kilku milionów Ukraińców (którzy nas w większości nienawidzą), to Polacy w kraju zarabialiby przeciętnie 20-25% więcej. Teraz Morawiecki i ferajna już myślą żeby sprowadzać hurtem pracowników z Indii, Bangladeszu, Nepalu, po to, żeby w niemieckich fabrykach i montowniach na terenie Polski płace nie rosły zbyt szybko. I jeszcze po to, żeby Janusze „byznesu” mieli dalej pół darmowego pracownika, w porównaniu z Europą zachodnią.

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany

Możesz używać tagów HTML i następujących atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>